chujnia. totalnie wręcz. bo ja tego nie ogarniam. niby jest spoko, jak zawsze, ale ja się dzisiaj u P w domu czułam jak jakaś obca.. czuję, że nasza przyjaźń się rozpieprza.. ciężko mi z tym.. no ale cóż zrobić..
śnił mi się w tę noc W. pocałował mnie w tym śnie kilka razy.. dziwne, dziwne.. a może ktoś się zna na znaczeniu snów? co może oznaczać, jeśli śnił mi się mój były partner.?
teraz K. denerwuje mnie ta persona jak mało kto.. rozpieszczony w chuj bachor. nic więcej na ten temat do powiedzenia nie mam.. jak sobie pomyślę, że jutro znowu cały dzień mam z nią wytrzymać, to aż mi się jakoś tak słabo robi.. mam zamiar być chyba chamska dla niej, bo normalnie do niej nie dociera jak się do niej mówi.. bo ona chce inaczej.. no chuj mnie strzela, że się tak brzydko wyrażę..
a tak właściwie, to martwię się o Ł. byłam w sobotę w szpitalu. obiecał mi, że jeśli ja nie mogę być przy nim i go pilnować, to sam będzie. i nie będzie przeginał. i jak się skończyło? gigantyczne ilości wypalonego zielska, masakryczne ilości spożytego alkoholu i kilka kresek amfetaminy. nie mam pytań.. i jeszcze straszna kłótnia w niedzielę rano o tę noc.. ale nie, to nie było przegięcie, on był normalny, każdy może spróbować, itp, itd.. to przecież ja przeginam.. nie mam podstaw, żeby się denerwować przecież, ćpanie jest całkowicie normalne w codziennym życiu człowieka.. no proszę was.. on ma 17 lat dopiero.. chyba przegięcie, nie? no ale cóż.. co ja mogę mu zrobić? no nic.. jak bym była dziewczyną jego, to co innego by pewnie było.. ale jestem tylko najlepszą przyjaciółką. on jest dla mnie tylko jak brat. nic takiego.. no kurde, no..
znowu myślałam dużo o W. jak codziennie w sumie.. ale co ja mogę zrobić? no nic. a on sobie doskonale radzi z brakiem myślenia o mnie.. tak mi się wydaje przynajmniej.. i ten, ciężko jest ogólnie trochę.
a wracając do P. nie rozumiem tego, czemu tak jest dziwnie teraz.. bo się nie kłócimy, ani nic.. ja po prostu mam wrażenie, że to się psuje już totalnie.. i nie wiem, czy mam rację, czy jej nie mam.. niby gadamy ciągle już o tym, co będziemy robić jak się ociepli już na dobre, planujemy wakacje.. ale co z tego? znając życie, nie będzie tak jak teraz mówimy.. wtedy będzie miała innych znajomych, chociaż zarzeka się strasznie, że nie, że wakacje są dla mnie.. ale te słowa mnie jakoś nie przekonują do końca.. coś mi nie pasuje.. chyba się od siebie oddalamy.. już nie mamy za bardzo ze sobą kontaktu.. cholerka..
prześpię się z tym kolejną już noc.. może coś mi do głowy wpadnie..
żegnam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz